Konstruktywna krytyka "Modnej Rudy"

Konstruktywna krytyka jak podaje Wikipedia to rodzaj krytyki, która charakteryzuje się tym, że osoba krytykująca przedstawia lub sugeruje jednocześnie sposób lub sposoby rozwiązania problemu poddanego krytyce. Można ten rodzaj krytyki zaliczyć do krytyki wyższego poziomu w przeciwieństwie do zwykłej krytyki pozbawionej tej cechy.

Zaczynam więc od wyższego poziomu, poddając krytyce wydarzenia sobotniego popołudnia. Jeśli ktoś poczuje się urażony - przepraszam, nie było to moim zamiarem. W Rudzie jest co naprawiać...

Mianowicie... pędziłam na łeb i szyję po zajęciach aby zdążyć na to pięknie zapowiadające się wydarzenie (impreza miała twać do 17.00, byłam pół godziny przed tym czasem). Miałam nadzieję zastać tłumy czekające jeszcze na stylizację. Pędziłam z Katowic, zostawiając dzieci u teściów w Lędzinach i myśląc, że jeszcze muszę tam wrócić... No i okazało się, że w odnowionym Kaufhausie wszyscy się zbierają i nie ma nikogo poza organizującymi event. Krążyłam jak duch zagubiona obserwując pakujących się i trochę zmęczonych, lekko zrezygnowanych ale uśmiechniętych. Osobą, która wykazała zainteresowanie mną był Pan Lucjan Szajbel - wyśmienity i zakręcony fryzjer awangardowy (www.lucjanszjbel.pl). Zrobiłam zdjęcie Pana Lucjana z kolegą oraz jego pokaźnej kolekcji pucharów. Pan Szajbel zaoferował mi charytatywną pomoc przy fryzowaniu rudowłosych Rudzianek, a nasz pomysł uznał za wyśmienity i wart uwagi. Mistrza fryzjerstwa - Pana Dudy niestety już nie było... Podobno przez cały dzień Kaufhaus odwiedziło niewiele osób. Sztuka dla sztuki? Dlaczego tak małe zainteresowanie? Organizatorzy włożyli wiele pracy w przygotowania, a frekwencja nie dopisała. Moim zdaniem powodów jest kilka. Pierwsze - informacja nie dotarła do wszystkich zainteresowanych. Drugi - rudzianie nie są jeszcze przekonani o wysokiej jakości takich wydarzeń, większość myśli, że to impreza organizowana przez urząd dla urzędu, a nie przez ludzi dla ludzi. Trzecia - rudzianie w sobotę wolą jechać do Katowic, czy Gliwic, albo nie chcą się ruszać z ciepłych domów, czy pubu z piwkiem, a szkoda... 

Nic więcej nie zdążyłam zobaczyć, choć z relacji innych wiem, że były fajne torebki i zwiedzanie podziemi strychu Kaufhausu z miłym przewodnikiem...

Mimo wszystko cieszę się, że ktoś coś robi. Że zaczyna się dziać coś ciekawego. Kto nic nie robi, nie ma problemów, a początki są zawsze trudne. Cieszę się, że miasto podejmuje temat wyciągnięcia ludzi z tych ciepłych domów, pubu z piwkiem i hipermarketów oraz przyciągnięcia mieszkańców innych miast. Droga jest jeszcze długa, żeby świadomość ludzi się zmieniła i chcieli chodzić na takie imprezy. Ale to już początek dobrego...

Wiem, że w Rudzie trudno zorganizować imprezę. Sama przecież nie raz organizowałam. Pamiętam początki imprez Rudzkiego Stowarzyszenia In-nI. Ludzie muszą zyskać zaufanie i utwierdzić w przekonaniu, że wszelkie eventy przygotowywane są rzetelnie. Trzeba wiele samozaparcia i współpracy otwartych, kreatywnych ludzi. Zdziwiłam się tak niską frekwencją, bo przecież temat był chwytliwy. Myślę jednak, że rzesza ludzi o tym wydarzeniu się zwyczajnie nie dowiedziała. Mam nadzieję, że następne wydarzenia w Kaufhausie wypadną lepiej. Zamierzam je nagłaśniać, bo warto, żeby Ruda stała się Modna. Serdecznie zapraszam!

{fcomment id=27}